sobota, 16 maja 2015

Xiuris cz.2



Hej tu znowu ja xD 
Nadrabiam zaległości i staram się częściej wrzucać posty. Dodatkowo mnie popędziła koleżanka, żebym napisała kolejną część tak więc oto i ona xD
Troche nudno się zaczyna, ale obiecuje, że poźniej się będzie więcej działo ^ ^
Miłego czytania <3

~~~~

 
Kolacja bynajmniej do najspokojniejszych nie należała. Łypałem na wszystkich spod byka. Gdyby wzrok mógł zabijać to leżeli by już martwi pod stołem. Z pozornym spokojem rozglądałem się po twarzach współbiesiadników. Kiedy mój wzrok spoczął na Krisie skrzywiłem się posyłając mu swoje najbardziej jadowite spojrzenie. Chłopak podniósł wzrok i uśmiechnął się pod nosem. To co nastąpiło później zadecydowało o jego śmierci. Powoli wciąż wlepiając w mnie swoje spojrzenie przejechał językiem po swojej dolnej wardze zlizując resztki jogurtu. Robił przy tym taką minę, że coś we mnię pękło i kopnąłem go pod stołem.
Tak mi się przynajmniej wydawało przez pierwszych parę sekund dopóki nie usłyszałem krzyku Myung-Hee.
Ups. Chyba mi mogę nieco z kursu zboczyła. Tak trochę bardzo.
Jej rozwścieczone oczy łypały na zmianę na mnie i na Krisa.
- Oj sorry chyba mi się omsko. – powiedział Kris nawet na nią nie patrząc, tylko wbijając wzrok we mnie.
- Zabije Cię – wysyczała dziewczyna i kopnęła brata.
Kris już chciał jej oddać ale wtedy usłyszeliśmy dźwięk głośnego odkładania sztućców.
- Dość tego. – zagrzmiał Kevin tonem nie uznającym sprzeciwu. - Bo zaraz wszyscy skończycie jeść i pójdziecie siedzieć do pokoi. A chyba nie jesteście dziećmi, żeby was tak karać prawda?
- Spoko, ja już i tak skończyłem. – wstałem od stołu i wyszedłem z kuchni słysząc jeszcze matkę wołającą za mną ‘xiumin gdzie ty..’
Końcówki nie dosłyszałem bo byłem już w drodze do schodów.
Gdy wchodziłem na pierwszy stopień wyminął mnie Kris i zagrodził drogę.
- Czego? – warknąłem i spróbowałem go wyminąć, na próżno jednak.
- Ładnie to tak traktować swojego wybawcę? Postarałbyś się być trochę milszy co?
- Nie widzę powodu czemu miałbym być dla Ciebie miły. Wkurwiasz mnie.
- Nie wiem czy zauważyłeś ale chyba przed chwilą wziąłem twoją winę na siebie.
- Nikt cie o to nie prosił. A teraz zejdź mi z drogi. – powiedziałem obojętnie i spróbowałem znowu go wyminąć. Jednak on ani myślał mnie przepuścić. Nachylił się lekko i ściszył nieco głos.
- Może i nie ale teraz masz wobec mnie dług kurduplu. – powiedział i skierował się do ‘naszego’ pokoju.
Nagle odechciało mi się tam iść i zawróciłem kierując się w stronę werandy.
Chłodne powietrze owiało moją twarz. Kto do chuja pana odpowiada za pogodę. Bo chciałbym z tym ‘kimś’ lub ‘czymś’ zamienić parę słów. Bolesnych słów moich pięści. Jak w takim gorącym w cholerę miejscu może być późnym wieczorem tak zimno? Ktoś mnie tam na górze chyba nienawidzi i ciągle robi mi na złość. Raz daje taki ukrop że mózg paruje, a innym mróz i pizgający wiatr że jaja się kurczą. To nie był dobry pomysł wychodzić. Z drugiej strony wracać też mi się tam nie chcę. Obecnie ten buc nawet nie musiał się odzywać żebym wypruł z niego flaki i wrzucił do miksera. A następnie podał mu jako koktajl z domieszka wsypanej odpowiednio wcześniej trucizny. W życiu nikt mnie nie doprowadzał do takiego stanu samym byciem.
Westchnąłem i opadłem na wiklinową pseudo kanapę naciągając sobie na raniona duży puchaty koc który na niej leżał. Podwinąłem nogi i oparłem się brodą o kolana, przymykając oczy.
Nie wiem ile czasu tak siedziałem, ale w tym czasie zdążyło się jeszcze bardziej ochłodzić. Starając się opatulić szczelniej kocem zauważyłem stojący na stoliku kubek i jego parująca zawartość. Herbata. Rozejrzałem się wokół z nadzieją, że odnajdę mego zbawcę od zimna. Nikogo jednak nie było w zasięgu wzroku. Westchnąłem i zacząłem powoli pić. Nagle usłyszałem dźwięk rozsuwanych drzwi od werandy.
- Xiumin? Co ty tu jeszcze robisz? – spytała mama. – Wchodź do środka, jest już strasznie późno. Nie zimno Ci?
- Kpisz sobie czy o drogę pytasz? Jest mi w cholerę zimno.
Spojrzała na mnie miną ‘jak-ty-się-do-mnie-zwracasz?’ i westchnęła cicho.
- Która godzina? – spytałem żeby szybko zmienić temat.
- Wpół do pierwszej.
- Co? – byłem autentycznie w szoku. Nie spodziewałem się, że spędziłem tutaj aż tyle czasu.
- Chodź już bo się przeziębisz już na samym początku wakacji.
- yhym. Dzięki za herbatę. – powiedziałem i uniosłem odrobinę kubek.
- co?
- No za zrobienie mi herbaty. Pomogła mi.
- Nie robiłam żadnej herbaty.
- To kto w takim razie?
- Możliwe że Myung-Hee. Ona też jeszcze nie śpi. – odpowiedziała mi spokojnie mama. – ja nie rozumiem jak wy możecie do tak późna siedzieć. – pokręciła głową po czym przesunęła się lekko robiąc mi miejsce w drzwiach.
Minąłem ją i wszedłem do ciepłego salonu. Na kanapie siedziała Myung-Hee i czytała książkę. Kiedy usłyszała zamykane przez moją mamę drzwi podniosła głowę znad lektury i spojrzała na mnie lekko się uśmiechając. Odwzajemniłem uśmiech i poszedłem do kuchni odnieść kubek. Gdy wyszedłem już jej nie było więc po prostu skierowałem się w kierunku pokoju.
Otworzyłem drzwi. Kris już chyba spał. Po cichu przeszedłem do biurka i włączyłem małą lampkę, żeby mieć jakiekolwiek światło W tej chwili było tu ciemno jak w dupie, a w takiej ciemnicy to ja nie znajdę niczego. Kretem nie jestem. Otworzyłem szafkę i wyciągnąłem z niej piżamę. Gdy zamykałem drzwiczki stuknęły lekko. Zerknąłem z w stronę Krisa czy ten dźwięk go nie obudził. Jednak ku mojej uldze nadal spał jak dziecko.
Ściągałem koszulkę i powiesiłem ją na oparciu krzesła. Chwilę później dołączyły do niej spodnie. Kiedy sięgałem po górną część pidżamy kątem oka zauważyłem utkwione we mnie oczy chłopaka.
Chwila moment. Czy on przed chwilą nie spał do chuja pana?
Udałem, że tego nie widzę i naciągnąłem na siebie ubranie i sięgnąłem po jego drugą część.
- Majtek nie ściągniesz? – spytał mój obserwator.
Łypnąłem na niego groźnie.
- Śmierci szukasz zboczeńcu?
- Tylko spytałem. Jestem ciekaw czy sypiasz w bieliźnie czy bez.
- Idź z łaski swojej i skocz z okna.
- Nie bądź taki. Ja tu próbuje być miły a ty od razu z mordą do mnie. Wyluzuj bo ci żyłka w dupie pęknie.
Zacisnąłem pięści ale nie odpowiedziałem nic. Nie chciałem pozwolić dać mu się sprowokować.
- Co tak zamilkłeś? – kontynuował Kris
- Chce iść spać wiec weź się już zamknij dobra?
- I znowu niegrzecznie. – westchnął chłopak. – Nawet dziękuje za herbatę dzisiaj nie usłyszałem wiesz? Niewychowany jesteś jakiś. Trzeba nad tym popracować. Powiedz „Dziękuję za herbatę o panie.”
- Wal się buraku. Jaką znowu herbatę?
- Tą co ci zrobiłem i przyniosłem na werandę?
- TY!? Ty chyba teraz spałeś. Jedyną osobą która siedziała na dole to była Myung-Hee.
- Serio myślałeś że ona ci herbatę zrobiła? – zapytał Kris powstrzymując się od śmiechu. – ta ofiara losu by ci spaloną wodę prędzej przyniosła.
- Więc z jakiej paki ty miałbyś mi przynosić herbatę?
- W celu powiększenia twojego długu wdzięczności u mnie. – uśmiechnął się szeroko.
- Chyba śnisz, że coś dla ciebie kiedyś zrobię.
- hmm zobaczymy.
Wstał i zaczął iść w moim kierunku. Sparaliżowało mnie aż z obawy co on zamierza, jednak Kris tylko wyminął mnie i zgasił lampkę.
- Nie marnuj światła. – powiedział.
Wracając popchnął mnie w stronę mojego łóżka.
- ej!
- Nie ejaj tylko idź spać bo nie urośniesz.
Usłyszałem szelest jego kołdry pod którą się pakował właśnie.
- Nie przeginaj. Nie jestem wcale mały!
- och z pewnością nie jesteś trochę było widać jak w gaciach stałeś.
- ty dup..
- śpij karle
- Zabije cie. Ale jutro. Teraz nie będę zakłócał spokoju bo moja mama śpi 2 pokoje obok.
- Hahaha oczywiście. – odpowiedział i odwrócił się na drugi bok.
Wszedłem pod swoją kołdrę i zamknąłem oczy powoli odpływając.
*
Kiedy wstałem rano Krisa nie było już w pokoju. Spojrzałem na zegarek. Szósta rano. Ubrałem się i zszedłem do salonu.
W przejściu wpadłem na Myung-Hee.
- O. Dzień dobry Xiumin.
- Eee cześć. – wydukałem zaskoczony nagłym spotkaniem. Nagle przypomniało mi się co chciałem jej wczoraj powiedzieć ale nie zdążyłem bo zniknęła z salonu. – Słuchaj.. apropo tego kopnięcia pod stołem wczoraj to…
- nie przejmuj się tym. Pożałuje tego dupek – prychnęła na wspomnienie o swoim bracie.
- .. to sory, ale to byłem ja.
- co? – wyraz zdziwienia na jej twarzy mówił wszystko. Była kompletnie zbita z tropu. Patrzyłem jak jej twarz zniekształca się i zamienia w karpia. Stłumiłem chęć śmiechu z tej idiotycznej miny i kontynuowałem.
- miałem kopnąć jego ale trafiło w ciebie
- ach – zmieszała się – to nie szkodzi. Naprawdę. Nic się nie stało.
- skoro tak to spoko – powiedziałem i się odwróciłem.
Już miałem zawrócić i iść do kuchni, gdy Myung-hee mnie zawołała.
- eee xiumin? Chcesz obejrzeć jakiś film?
Wat. Co ona chce ze mną jakiś film oglądać? Eeee nie chce mi się.
Już miałem odmówić gdy kątem oka dostrzegłem jak kris wchodzi z łazienki i idze do naszego wspólnego pokoju. Po wczoraj nie bardzo chciałem teraz na niego wpaść. Natychmiast zmieniłem zdanie. Wole już znosić towarzystwo jego siostry, niż obecność jego samego i tych durnych upośledzonych komentarzy, które niechybnie by mnie czekały ze strony chłopaka, gdybym teraz wrócił do pokoju.
- W sumie czemu nie. – odpowiedziałem uzyskując w zamian jej lekki uśmiech.
*
Włączyła oczywiście jakieś beznadziejnie nudne jak flaki z olejem, kiepskie romansidło. Melodramat, aż się wylewał hektolitrami z ekranu, a dziewczyna wtulała się w moje ramię szlochając cicho i przeżywając ‘przygody’ bohaterów.
Siedziała chyba trochę za blisko jak na zwykłe oglądanie filmu. Poruszyłem się nieco niespokojnie.
Nagle ktoś zasłonił cały ekran ratując moje oczy przed wydłubaniem ich sobie z powodu głupoty filmu. Tajemniczym osobnikiem okazał się nie kto inny jak Kris. Skrzywiłem się na jego widok ale mimo to byłem mu wdzięczny.
Wyciągnął płytę z odtwarzacza i zastąpił ją inną.
- No. – powiedział odwracając się do nas. – koniec tego oglądania. Widziałaś to już milion razy i za każdym razem ubywało ci mózgu. Odpuść sobie ten film bo nic ci już tam nie zostało.
Spojrzał na mnie z ukosa.
- I koniec z tym klejeniem się do siebie. Nie jesteście tu sami, a to trochę takie słodko-pierdzące jest. Zaraz się aż porzygam.
- Słucham?! – oburzyła się dziewczyna i puściła moje ramię wstając z kanapy. – jak ci zaraz..
- No dobra dobra. Wypad. – odparł i popchnął ją w stronę drzwi od salonu i zamknął je jej przed nosem.
Wkurzona kopnęła w nie i odeszła.
Natomiast jej braciszek usadowił się na kanapie. Wykonałem taktyczny manewr odwrotu ale silna ręka zatrzymała mnie i usadziła powrotem na miejscu.
- Oglądasz ze mną
- Wypchaj się. Pewnie jakieś porno zboku włączyłeś.
Kris zamyślił się lekko.
- Taa to nie byłby najgorszy pomysł. Możemy kiedyś obejrzeć jakieś razem. – uśmiechnął się. – Ale pudło. Oglądamy Star Wars.
Na dźwięk tytułu filmu przestałem próbować uciekać. Lubie Star Wars. Mogę zostać i oberzeć. Na pewno będą miłą odmianą po bezguściu filmowym siostry Krisa.
- Ok.
- No i to rozumiem. – powiedział i włączył ‘play’.

czwartek, 14 maja 2015

Zmiany na blogu + opowiadanie (Xiuris cz.1)

O masakraaaa!! już rok mnie nie było. Co to się dzieje.....
Jezu powinnam sie dać zaszlachtować za to.
Miałam opowiadanie wstawić, a tego nie zrobiłam.
Potem zapomniałam dostępu do konta i nie mogłam nawet posta napisać. dupa dupa dupa. mój błąd.
Teraz studia i zacharowuję na śmierć.
Jeśli mam dalej prowadzić tego bloga to chciałabym zmienić go odrobinę. Póki co zawieszam poprzednie opowiadania. Jeśli będę coś wrzucać to w najbliższym czasie będą to głównie one shoty. Dodatkowo o tematyce różnej, ale chciałabym bardzie do k-popu nawiazać i tworzyć ficki. Będą one głowie o tematyce jak dotychczas, ale na specjalne życzenie lub zamówienie mogę pisać wybrane przez Was paringi(o ile bede je znała, nie wszystkich k-popowych słucham i znam dostatecznie dobrze). Myślę też o wprowadzeniu scenariuszy. Mam na myśli coś w stylu 'bias + wy', to taki dodatek zeby urozmaicić ficki też o heteroseksualne one shoty.

Nie zdziwię się jeśli to rozczaruje niektórych, jednak jeżeli nikt nie będzie czytał będę to wstawiałą już tylko jako własne wypociny, aby ich nie pogubić w czeluściach mojego komputera. A nóż widelec kiedyś ktoś się natknie i przeczyta żeby się pośmiać i zabić nudny lub deszczowy wieczór kiedy nie znajdzie nic innego do roboty.

W każdym razie post powstał żeby przeprosić Was za poprzednie wpadki, 'obiecanki-cacanki' i inne moje grzeszki.

A dodatkowo dla mojego rozgrzeszenia dodam jedno opowiadanko.
...
a raczej wstęp. Nie będzie ono długie. góra 3 lub 4 części. Będzie ono związane z Kpopem. Paring jaki wybrałam to Krismin, czyli Kris i Xiumin z EXO. 
(jeżeli chcecie jakieś konkretne to możecie o to prosić w komentarzu. Choć póki co planuję pisać jedynie EXO i ew. BTS. Z kolejnym poście zrobię szerszą listę paringów i zespołów które zamierzam pisać więc można o  nie prosić).

Z góry przepraszam za błędy

~~~~~~

Opowiadanie część I:



'Świstaki, kojoty i te sprawy ~~ czyli preria i zabierzcie mnie kurwa stąd zanim kogoś zabiję'


Jakaś jebana dzika preria. Świstaki, kojoty i te sprawy… a nie ważne.. nie znam się.
Głownym problemem jest mój pobyt tutaj.
I ten turlający się kłębek jakiegoś krzaka.
Wycieczki na dziki zachód im się zachciało. Zaraz pierdolca tu dostanę. Pieprzony Teksas. Chwila? To Teksas czy jeszcze jakieś inne miejsce. W sumie nieważne, nie obchodzi mnie to. I tak nie chce tu być nawet jeśli to byłoby jakieś magiczne miejsce, albo niebo, albo …. Ehh zapędziłem się.
Ale do rzeczy.
Chomik. Lat 20. Na skraju wytrzymałości. Rozwścieczony jak dzikie psy. Głowa pękająca z ukropu w którym się znalazł. Tak… to ja. Nie, nie jestem zwierzęciem. Tu bardziej chodzi o moje policzki. Kiedy się złoszczę nadymam je przez co przypominają nażartego chomika z jedzeniem w pyszczku.
Jakoś nigdy nie byłem specjalnie zadowolony z rodzinnych wyjazdów. Ok. przyznaję zwiedziłem dzięki temu kawał świata. Szkocja. Finlandia. Chiny. Japonia. Ale jakoś nigdy nie byłem tak wściekły jak teraz. Dlaczego? Bo tu jest pieprzone słońce które robi ze mnie skwarkę. Bo moja matka zdecydowała zabrać swojego nowego faceta i jego dzieciarnię. Mam na myśli córkę i syna. Nie przepadam za nimi. Całą trójką.  Nie miałem najmiejszego zamiaru udawać że jest inaczej. Oznajmiłem to nawet mamie tuż przez wyjazdem ze słowami, że jeżeli coś jej się nie podoba to niech mnie nie zabiera bo zamierzam zachowywać się niegrzecznie i przynosić jej wstyd. No ale ona oznajmiła mi że bilety już wykupione i że mam się postarać nie fochać na wszystko dookoła. I dosłownie zlała wszystko co jej powiedziałem.
Dlatego teraz siedziałem w aucie między wkurzającym rodzeństwem. Za kierownicą siedział facet matki ona zaś na miejscu pasażera.
Nie wiem czy posadzili mnie między nimi specjalnie żeby doprowadzić mnie na granice wytrzymałości czy po prostu chcieli żebym się zasymilował z nimi. Nie miałem zamiaru tego robić więc ostatecznie wściekły jak osa udałem że idę spać.
~~
Na miejsce dojechaliśmy kiedy zaczął zapadać zmrok. Do tego zrobiło się pieruńsko zimno. Wariacje pogodowe mnie dobiją szybciej niż ta cała ‘szopka’ rodzinna.
Wysiadłem z auta jako ostatni i skierowałem się w strone drewnianego domku z ogromną werandą obok którego zaparkowaliśmy. Wokół nie było żadnej żywej duszy ani innego domu.
Ekstra. Odludzie. Jak ich zamorduję to chociaż szybko nikt nie znajdzie ciał. – pomyślałem rozglądając się dookoła.
Moje rozkminy życia przerwała mi matka stojąca w drzwiach i pośpieszająca mnie, żebym w końcu wszedł do środka zamiast stać jak kołek na środku i gapić w przestrzeń.
Kevin podszedł do mojej mamy i objął ją w pasie.
- Rozpalić w kominku kochanie?
Matka tylko uśmiechnęła się w odpowiedzi i kiwnęła głową.
Ruszyłem za nimi korytarzem, aż doszliśmy do wielkiego pomieszczenia które było prawdopodobnie salonem lub czymś podobnym. Pod oknem od strony werandy stał ogromny stół z jasnego drewna. Miał chyba z 3 metry długości. Wokół niego ktoś ustawił osiem krzeseł obitych w jakiś drogo wyglądający materiał. Okno zasłonięte było w tym momencie grubą bordową zasłoną. Jak dla mnie wyglądała dość topornie choć pasowała do wnętrza. W ‘salonie’ dominował głównie beż i brąz uzupełnione bordowymi elementami. Jak się zastanowić to dom pomieszczenie było naprawdę w stylu mojej mamy.
Posadzka wyłożona była ciemnymi panelami, z sufitu zwisał ogromny żyrandol.
Pod ścianą znajdował się ogromny beżowy narożnik oraz niski przeszklony stolik. Na ścianie wisiał ogromny telewizor a na szafce pod nim stało DVD oraz PlayStation4 na którym w tym momencie grało rodzeństwo. Kawałek od nich facet mojej mamy rozpalał w kominku.
Postanowiłem skorzystać z okazji, że są zajęci i pozwiedzać w spokoju dom. Wróciłem się do korytarza i poszedłem do drzwi naprzeciwko salonu. Moim oczą ukazała się przestronna kuchnia jasna. Zamiast jednej głównej lampy znajdowało się tu kilkanaście wbudowanych w sufit miejsc na żarówki. Pod szafkami wiszącymi na ścianach znajdowały się kolejne mniejsze lampki. Wzdłuż ścian stały kolejno dwa piekarniki, podłużny trzyprzedziałowy zlew i zmywarka. Na środku kuchni stał podłużny blat. W rogu stała naprawdę ogromna dwudrzwiowa lodówka. Podszedłem z zamiarem otworzenia jej i sprawdzenia zawartości, jednak w ostatniej chwili rozmyśliłem się i zdecydowałem że najpierw dokończę moje zwiedzania, a potem tu wrócę coś zjeść.
Wyszedłem i skierowałem się w kierunku drewnianych schodów, mijając po drodze łazienkę, której nie uznałem za istotne oglądać.
Na górę wszedłem przeskakując co dwa schodki. Wzdłuż korytarza znajdowały się 3 zamknięte drzwi. Zaś na jego końcu jedne otwarte, po kafelkach domyśliłem się że prowadziły do drugiej łazienki.
Pod sufitem dostrzegłem zarys klapy prowadzącej na strych.
Bez namysłu nacisnąłem klamkę drzwi najbardziej oddalonych drzwi. Ustąpiła od razu, a ja wszedłem do pomieszczenia.
To co ujrzałem przerosło moje oczekiwania i wyobrażenia dzikiego domku na prerii. Pokój naprawdę wydawał się przytulny i swojski. Na tyle, że kojarzył mi się z moim własnym.
- Podoba Ci się? – powiedziała mama tuż za moimi plecami.
Podskoczyłem na dźwięk jej głosu. Zaskoczyła mnie. Nie zauważyłem nawet kiedy przyszła.
- Specjalnie tak urządziliśmy. Uznaliśmy, że taki będzie najlepszy. – kontynuowała.
- Jest ok. – przerwałem. – kiedy to niby zdążyliście zrobić?
- na początku października. Zaraz po tym jak Kevin kupił ten dom. Chcieliśmy zdążyć go urządzić jeszcze przed wakacjami skoro mamy spędzić tutaj te najbliższe trzy miesiące.
Nie odzywałem się. Nie dowierzałem własnym uszom i pozwalałem jej mówić dalej.
- Jedynie co to dom ma tylko trzy sypialnię, więc jedną zajmiemy my z Kevinem , druga jest dla Myung-Hee, zaś ten pokój jest wspólny dla Ciebie i Krisa.
Co? Chwila. Mam dzielić z tym debilem pokój.
Po szoku jaki właśnie przeżyłem rozejrzałem się i dopiero wtedy zauważyłem dwa łóżka pod oknem ustawione pod dwoma przeciwległymi ścianami.
- To jakiś żart?! – nie wytrzymałem i ryknąłem.
- Nie. – usłyszałem męski głos. Nie musiałem się odwracać aby wiedzieć że osoba która to wypowiedziała miała swój typowy perfidny uśmieszek.
Jednak to zrobiłem, a moim oczom ukazał się wysoki chłopak opierający się o framugę.
Patrzył wprost na mnie a uśmiech nie schodził mu z twarzy.
- Liczę na udane wakacje…. – wykrzywił się w jeszcze szerszym uśmiechu pokazując swoje białe zęby. – współlokatorze.
Minął mnie i rozłożył się na łóżku po lewej. Spojrzał na mnie z rozbawieniem w oczach.
- Zaklepuje to łóżko.
Moja mama wyszła uradowana mówiąc coś że pójdzie przygotować kolacje, ja zaś stałem na środku pokoju i miałem wrażenie że chuj mnie zaraz jasny strzeli.

poniedziałek, 19 maja 2014

Zmartwychwstałam ;P

Naprawdę bardzo, ale to bardzo przepraszam za tą przedługą nieobecność.
Liceum to prawdziwy młyn. Miałam tak mało czasu na wszystko, że to się w głowie nie mieści.
Ale ogłaszam uroczyście, że nie zamierzałam nigdy tego bloga porzucać, ani nic w tym rodzaju.
Jako, że zajmuję się teraz również cosplayem notki nie będą się pojawiać jakoś super często, ale postaram się robić co w mojej mocy, aby nie były duże odstępy czasu pomiędzy nimi.
22 maja mam ostatnią ustną maturkę i niedługo po niej mam zamiar wrzucić nowy rozdział.
Możecie sami zdecydować, do którego opowiadania on będzie. ^ ^
No i oczywiści postaram się napisać coś dodatkowego. Taki któtki bonusik, aby wynagrodzić Wam moją długą nieobecność.
Nawet nie wyobrażacie sobie, jaką radość sprawiły mi wasze komntarze odnaleione w tonie różnych maili i powiadomień. To, że komuś się podobały moje wypociny(xD) naprawdę sprawiło, że dostałam ogromnego banana na mordce :) Dziękuje, każdemu z Was <3

~~
A to taka mała przystawka przed opowiadankiem, które przewiduję już w przyszłym tygodniu.


sobota, 8 września 2012

"Be mine!" -Rozdział 5

No to wrzucam kolejny rozdział "Be mine!". Wiem, że ankieta pokazuje więcej głosów na co innego, ale "Ja, wiatr i.." napisałam dopiero pół rozdziału. Wrzuce go kiedy tylko skończe. Natomiast to do one-shotów to myśle nad pomysłem. Postaram się coś wymyśleć i wtedy też to wrzuce. Przypominam też o drugiej ankiecie, dotyczącej "be mine!". Jestem ciekawa kogo póki co najardziej lubicie.

A póki co zapraszam do czytania moich dzisiajszych wypocin.

~~

Rozdział 5
‘~Tajemnice, wszyscy je mamy~’
Zobaczyłem jak uśmiechnięty Ren szybko odwraca się w moim kierunku i jak równie szybko jego uśmiech rzednie, gdy zamiast Ian’a widzi mnie.
Jego obecne spojrzenie mówi głośno za siebie, że spodziewał się kogoś innego i zdumienie jak mógł pomylić nasze głosy.
Uniosłem kąciki ust w wyrazie satysfakcji.
‘A więc udało mi się skopiować brzmienie głosu Ian’a. Ciekawe.’
- Co tu robisz? – powiedział ostro Ren.
- Niezbyt miłe powitanie, nie uważasz Ren. – powiedziałem sarkastycznie. – Nie uważasz, że mógłbyś być dla mnie, choć odrobinę milszy. W każdym razie jesteś mi winien przynajmniej to.
- Nic nie jestem Ci winien. – Powiedział patrząc na mnie beznamiętnie.
Zmrużyłem oczy wzdychając cicho.
- Jak sobie chcesz. – odparłem wzruszając ramionami. – W każdym razie nie po to tu jestem.
- Czyżby? – Ren zrobił się podejrzliwy – Co w takim razie?
- Przyszedłem Ci tylko powiedzieć, że Ian nie przyjdzie się z Tobą spotkać.
I udałem, że się odwracam i odchodzę.
Przyniosło to ten skutek, o który mi dokładnie chodziło. Ren złapał mnie za ramię i odwrócił do siebie.
- Jak to?
Przybrałem minę niewinnego aniołka.
- O co Ci chodzi?
- Nie udawaj świętego. Wiesz, o co pytam. Czemu nie przyjdzie?
- Nie wiem. – Skrzywiłem się, gdy jego długie palce bardziej ścisnęły mi ramię. – Tylko przekazuje, że go nie będzie. A teraz mógłbyś? – skinąłem głową na jego dłoń.
Wypuścił mnie u uścisku.
Spojrzałem na jego twarz i mimowolnie powiedziałem.
- Teraz i Ty wiesz jak to jest czuć się odrzuconym.
Ren zamrugał kilka razy zdziwiony, a ja kontynuowałem.
- Nie wiem czy pamiętasz, ale kiedyś mnie odtrąciłeś. Z tym, że ja się czułem wtedy z pewnością znacznie gorzej niż Ty.
***
Słuchałem jak chłopak mówi, ale jego głos cichnął, a mi stanęła przed oczami scenka sprzed kilku lat.

Chodziłem wtedy do gimnazjum. Na ogół izolowałem się od ludzi, nie przepadałem za ich towarzystwem. W tamtym okresie poznałem chłopaka o imieniu Daiki. Był bardzo żywotny i miły. Nie ignorował mnie tak jak inni. Tak jak wolałem, aby robili wszyscy. Nie. On robił mi dokładnie na przekór. Z każdym razem, kiedy wracałem ze szkoły spotykałem go w parku. Miał inny mundurek niż ja, dlatego nie wiedział nic o mojej reputacji szkolnej.
Rówieśnicy uważali mnie, za łobuza pod specjalnym nadzorem kuratora. Bali się mnie, ale ignorowali i szydzili za plecami. Nie zwracałem na ich uwagi, dopóki mnie ignorowali. Natomiast, gdy któryś mnie już zaczepiał, obrywał ode mnie w nos. Po kilku połamanych nosach dostałem plakietkę osoby, do której się nie zbliżać i w końcu mogłem zaznać świętego spokoju.
Daiki z racji tego, iż był z innej szkoły, z oczywistych względów o tym nie wiedział. Kiedy któregoś dnia spróbowałem wyrżnąć go w nos, uniknął ciosu i szeroko się uśmiechnął. Na moje zdziwione spojrzenie roześmiał się. Doszedłem wtedy do wniosku, że w sumie mogę się z nim kolegować.
Nie zawsze miał jednak później czas. Tłumaczył się, za każdym razem, że musi poświęcać też dużo czasu swojemu przyjacielowi z dzieciństwa. Śmiał się, że jest strasznym fajtłapą i musi na niego uważać, aby nie zrobił sobie któregoś dnia większej krzywdy.
Kiedy zaproponowałem, że może mnie mu przedstawić, dzięki czemu moglibyśmy spędzać czas we trójkę, stanowczo zaprotestował. Postanowiłem więcej nie wracać do tego tematu.
Tego samego dnia siedziałem o zachodzi w parku zastanawiając się, czemu Daiki tak stanowczo zaprotestował, gdy usłyszałem dźwięk robionego zdjęcia i ujrzałem drobnego blondyna. Miał na sobie ten sam mundurek, co Daiki, a więc musiał chodzić do jego szkoły.
Zmarszczyłem brwi i spytałem:
- Czemu to zrobiłeś?
Chłopak patrzył na mnie bez słowa i najwyraźniej czuł się nieswojo.
Przeanalizowałem swoje pytanie i doszedłem do wniosku, że mogło zabrzmieć, jakbym wypowiadał je z wyrzutem.
Spojrzałem na zaróżowione policzki blondyna i nagle w mojej głowie pojawić się pewien pomysł. Nie wiem, czym był spowodowany, prawdopodobnie tym, że wyglądał on po prostu słodko ściskając tak kurczowo aparat, którym zrobił mi przed chwilą zdjęcie.
Wstałem i podszedłem, zatrzymując się niewiele centymetrów od niego. Wziąłem głęboki oddech i powiedziałem spokojnie, choć czułem, że to, co zamierzam będzie nieporządku.
- Cóż, skoro już i tak zrobiłeś to zdjęcie to nie mam wyboru. Za moje zdjęcie musisz zapłacić.
- Z-zapłacić – wyjąkał cicho chłopak, a ja kontynuowałem starając się zachować pełną powagę.
- Dokładnie. Ewentualnie żądam jakiejś nagrody za to, że Ci pozwoliłem na zrobienie go. I jeśli pozwolisz to nagrodę wybiorę sobie sam.
Nie czekałem aż blondyn odpowie i objąłem go jedną ręką w pasie, a drugą podniosłem jego podbródek lekko do góry. Zaskoczony, iż chłopak nie reaguje na to, postanowiłem posunąć się jeszcze dalej. Nachyliłem się nad nim i musnąłem jego usta swoimi. Dla przekory ugryzłem go leciutko w dolną wargę i odsunąłem się, uważnie mu się przyglądając. Był cały zaczerwieniony i wyglądał na głęboko wstrząśniętego.
- Jak się nazywasz słodziaku? – zapytałem nie odrywając od niego wzroku.
Chłopak zachwiał się lekko i z jeszcze bardziej zaczerwienionymi policzkami wyjąkał cichutko.
- I-Ian.
- W takim razie do zobaczenia wkrótce. – powiedziałem i odszedłem zszokowany tym, co właśnie zrobiłem.
Następnego dnia, gdy spotkałem się z Daikim, nie mogłem się skoncentrowana niczym, co do mnie mówił. Wciąż myślałem o uroczym blondynie.
Kiedy chłopak opowiadał mi jak to jego przyjaciel potknął się dzisiaj i porozrzucał niechcący cały materiał niesiony do szkolnej gazetki, przypadkowo wyrwało mu się jego imię. Ian.
Zesztywniałem, ale udałem, że tego nie słyszę, a gdy pół godziny później rozdzieliliśmy się by iść do domów postanowiłem coś sprawdzić.
Zacząłem śledzić Daiki’ego. Gdy dotarliśmy do ulicy, na której stało pełno domków jednorodzinnych, chłopak wszedł do jednego z nich.
Zrozumiałem, że jestem chyba nienormalny śledząc tak kolegę. Kiedy jednak postanowiłem odejść, drzwi się otworzyły i Daiki wyszedł z pudełkiem z grą i skierował się do sąsiedniego domku.
Zobaczyłem jak otwierają się drzwi, a za nimi stoi ten sam blondyn, którego wczoraj pocałowałem. Zanim zdążyłby mnie zauważyć, pobiegłem w kierunku swojego domu.

Przez dwa dni nie widziałem się, z Daikim, nie próbowałem również spotkać Ian’a. Dlatego kiedy zadzwonił telefon, a na wyświetlaczu, jako dzwoniący był Daiki, odebrałem nieco przestraszony.
- Halo? Ren jesteś?
- E.. Ta, jestem.
- Możemy się spotkać? – Jego głos brzmiał nieco inaczej.
- No nie wiem.. – zacząłem niepewny, czy nie chodzi mu może o Ian’a.
- Proszę. Naprawdę chcę z tobą porozmawiać. I to nie przez telefon. – chłopak zaczął mnie prosić. Z braku wymówki oczywiście się zgodziłem. Umówiliśmy się jak zwykle w parku.
Kiedy przyszedłem, Daiki już tam był.
- Cześć. – powiedział cicho.
Kiwnąłem głową i spojrzałem na niego niepewnie.
- Co chciałeś powiedzieć?
Chłopak przestąpił z nogi na nogę i powiedział, nie patrząc jednak na mnie.
- Nie możemy się już kolegować. Ani nawet przyjaźnić się.
Stałem zaskoczony, głowiąc się, że może rzeczywiście dowiedział się o Ianie. Albo, że wie, że go śledziłem. Chłopak jednak rozwiał moje obawy mówiąc coś, co całkiem zbiło mnie z tropu.
- Chce, czegoś więcej.
- Więcej? Co masz przez to na... – przerwałem nagle uświadamiając sobie, o co mu chodziło. – Nie mów, że ty..
- Tak. – odpowiedział, przestępując z nogi na nogę, jednak dalej unikając mojego wzroku. – Chce z tobą chodzić.
Stałem jak wryty, analizując, co chłopak właśnie powiedział.
Wtedy nagle ni stąd ni z owąt, pomyślałem o blondynie. O jego zaróżowionych policzkach. I wiedziałem już co odpowiedzieć Dzikiemu.
- Przepraszam, ale jest już ktoś, kto…, z kim chciałbym...
- W porządku. – przerwał mi chłopak. – Ale w takim razie chciałbym, żebyśmy się nie spotykali już więcej. Muszę sobie wszystko poukładać.
I poszedł z powrotem do domu.
Stałem trochę osłupiały. Nie do końca oswoiłem się jeszcze z tym, co przed chwilą się stało, ale byłem pewny jednego. Nie skłamałem w ani jednym słowie, które powiedziałem Daiki’emu.
Kilka dni później zacząłem spotykać się na przyjacielskie spotkania z Ian’em. Nie pocałowałem go już więcej, choć nie raz miałem ochotę.
Jednak było mi przykro z powody Daiki’ego i nie chciałem tego tak rozgrywać.
Ian trzymał chyba nasze spotkania w tajemnicy przed Daikim, i tak samo jak ignorowanie mnie przez rówieśników w szkole, to też mi nie przeszkadzało.

Wróciłem do rzeczywistości i usłyszałem jak Daiki mówi:
- Ren, ja nadal cię kocham.
***
Kiedy już zjadłem zrobione kanapki Daiki powiedział, że powinien już się zbierać. Powiedział, że niedługo zajdzie słońce a on ma coś jeszcze do załatwienia.
Kiedy wyszedł, pokrzątałem się nieco po domu. Mamy nie było w domu, ale nie zaprzątałem sobie tym głowy.
‘Po prostu sobie gdzieś wyszła.’ – pomyślałem jedynie.
Odkurzyłem i patrzyłem jak promienie zachodzącego słońca wpadają przez okno w salonie, rzucając na wszystko lekką pomarańczową poświatę.
Skierowałem się do swojego pokoju i włączyłem komputer. Kiedy trwało logowanie zerknąłem na zegarek i zauważyłem datę. Była sobota.
Włączyłem gg i zobaczyłem na datę rozmowy z Renem. Piątek.
Szybko połączyłem ze sobą fakty i przerażony spojrzałem za okno. Słońce już zaszło, więc chłopak na pewno nie czekał. Mimo to, z nadzieją, że jednak może jest inaczej.
Nie wyłączyłem nawet komputera i wybiegłem z pokoju.
W przedpokoju wyłożyłem się jak długi potykając o Luiego, który nawiasem mówiąc strasznie ostatnio przytył. Podniosłem się, a gdy ubrałem buty wybiegłem z domu, kierując się na miejsce.

Kiedy już się zbliżałem, usłyszałem dwa bardzo znajome głosy. Nie wiem dlaczego, ale od razu rzuciłem się w krzaki i zacząłem czołgać w tamtym kierunku.
Podniosłem z powrotem głowę zobaczyłem coś, co mną wstrząsnęło.
Mój przyjaciel Daiki, pociągnął Rena za bluzkę w swoim kierunku i pocałował go.

~~